ROZMOWA FOTOGRAFICZNA wernisaż wystawy cz.2 Jaką fotografką chcę być?

Dlaczego rozmowa fotograficzna?

Większość z nas myśląc o sesji odczuwa tremę. Słowa mają moc. Jak bez słów nadać moc obrazowi?

Temu właśnie służy rozmowa fotograficzna. Podczas niej tworzę przestrzeń, w której możesz swobodnie podzielić się swoimi oczekiwaniami, marzeniami, ale też obawami związanymi z sesją . Słucham uważnie, bo to, co mówisz między słowami, często prowadzi mnie do najpiękniejszych kadrów. Nie ma tu oceniania ani pośpiechu. Jest czas, by odkryć styl, który będzie dla Ciebie naturalny, i atmosferę, w której poczujesz się naprawdę sobą. I to wcale nie znaczy, że ma być nudno lub, że nie ma miejsca na trochę (mniej lub więcej) szaleństwa.

To moment budowania zaufania – delikatny, a jednocześnie wzmacniający. Dzięki niemu sesja staje się czymś więcej niż fotografią. Zmienia się w doświadczenie, które pozwala spojrzeć na siebie z nowej perspektywy, odkryć niewypowiedziane.
Kiedy patrzę na portrety z początków fotografii (XIX w. !) zawsze uderza mnie jedno: ile w nich było intencji. Tam każdy kadr powstawał powoli, z ogromnym skupieniem. Ludzie przygotowywali się do zdjęcia tak, jak do ważnego spotkania — bo wiedzieli, że to będzie obraz, który zostanie z nimi na lata.

Dziś fotografia jest wszechobecna, migawka wciska się sama, a zdjęcia powstają niemal mimochodem. I to jest piękne — bo pozwala nam zatrzymywać codzienność. Ale portret! Dla mnie portret to coś innego. To moment, w którym ktoś zatrzymuje się naprawdę. To spotkanie dwóch osób: tej, która chce być zobaczona, i tej, która potrafi zobaczyć.

Profesjonalny portret nie jest tylko efektem dobrej techniki czy sprzętu. Jest przestrzenią, w której można zdjąć z siebie na chwilę cały zgiełk, pozwolić się dostrzec takim, jakim się jest — i takim, jakim czasem jeszcze nikt nas nie widział. To proces, w którym uważność, doświadczenie i relacja tworzą obraz, który ma znaczenie.

Portrety wykonywane przy okazji, telefonem, przez bliskich — one oczywiście mają swoją wartość, są częścią naszej codziennej historii. Ale portret tworzony świadomie, z intencją, z myślą o osobie przed obiektywem, ma w sobie coś z tamtej dawnej ceremonii. Jest jak cicha deklaracja: „chcę zapamiętać siebie w tym momencie życia”.

I może właśnie dlatego tak kocham tę formę fotografii. Bo przypomina, że każdy z nas zasługuje na chwilę, w której naprawdę staje się widoczny.

Każdy z moich portretów opowiada historię, bo każdy z nas nosi ją w sobie. Niektóre są bardziej oczywiste, a niektóre głęboko schowane. Dyskrecja jest dla mnie bardzo ważna. Nasza rozmowa fotograficzna pozostaje między nami. Ale otrzymałam zgodę na to, żeby podzielić się z Wami fragmentem jednej z nich.

Ola przyjechała z Kijowa tuż na początku wojny w lutym 2022 z kilkunastoletnią córką Anią i 6-miesięczną Wiki. Jest profesorem, wykładowcą języka angielskiego na Uniwersytecie w Kijowie. Po ucieczce z Kijowa zamieszkała u moich sąsiadów i uczyła angielskiego. Byłam jedną z osób, które zgłosiły się na konwersacje. Dzięki temu poznawałyśmy się coraz lepiej.
Ola w maju 2022 wyjechał z Rodziną do Anglii. Przed ich wyjazdem zaprosiłam Olę na sesję. Chciałam, żeby zabrała ze sobą w dalszą podróż jakąś pamiątkę, która będzie dla nie ważna. Sesja Matka&Córki była oczywistym wyborem. Wybrałyśmy piękną sukienkę, która jakby specjalnie czekała na Olę w moim studio.

Portret zrobiony 10.05.2022. Minęło 3,5 roku

Poprosiłam Olę żeby opisała swoje emocje, kiedy patrzy na niego teraz – dosłownie w tę środę 26.11.2025 i Ola napisała:

Przez chwilę przed sesją pomyślałam, że chciałabym zobaczyć siebie z idealnym makijażem, pięknie ubraną. Jednak malutkie dziecko, pospieszne poranki, głowa pełna trosk, brak czasu na makijaż i walizka, w której przywiozłam tylko najbardziej podstawowe rzeczy – to wszystko było dalekie od instagramowego ideału. Czułam się zawstydzona swoim niezorganizowaniem i zaczęłam przepraszać Małgosię chcąc szybko się jakoś pozbierać. Ale ona powiedziała, żebym się zrelaksowała, pozwoliła sobą zaopiekować, poprosiła o zaufanie. I tak właśnie zrobiłam. Było to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie. Myślę, że to właśnie dlatego tym razem byłam sobą, w przeciwieństwie do innych sesji zdjęciowych, do których byłam przyzwyczajona. I to właśnie było powodem, dla którego powstał ten oszałamiający portret. Kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam, nie mogłam powstrzymać emocji. Był tak głęboki, uchwycił coś tak intymnego. Nadal nie mogę zachować spokoju, kiedy na niego patrzę. To jak widzieć swoją duszę obnażoną, widzieć ból, którego nie chcesz uznać i zaakceptować, widzieć swoją wrażliwość, widzieć swoje prawdziwe ja. To potężny portret, prawdziwa sztuka uchwycenia mojej esencji, prawdziwej mnie. W tamtej chwili Małgosia pokazała mi odwagę, o której nie wiedziałam, że ją mam.”

Jest taka ikoniczna fotografia Dorotea Lange 1936 (Wielki kryzys) Matka Migrantka Fotografia wykonana została w marcu 1936, w obozie wędrownych zbieraczy grochu koło Nipomo w Kalifornii. Lange sfotografowała na nim 32-letnią kobietę (Florence Owens Thompson), siedzącą w namiocie wraz ze swoimi dziećmi. Sesja Oli w swoich emocjach mi o niej przypomniała. Przecież Ola również przeżyła tragedię. Wojna, ucieczka, co dalej, życie od lat w zawieszeniu.

Pisząc to wszystko nasunęło mi się pytanie do siebie samej:

Jaką fotografką chcę być?

Odpowiedź jest dla mnie klarowna i oczywista: Taką, której portrety zostaną w archiwach domowych dla kolejnych pokoleń.

Previous
Previous

ROZMOWA FOTOGRAFICZNA wernisaż wystawy cz.1

Next
Next

SESJA PORTRETOWA MAMA&DZIECKO